O schematach i uproszczeniach...


Szanowna Pani Zofio,

 

Dziękuję Pani za piękny, pełen zrozumienia dla Indian list opublikowany na stronie internetowej www.indianie.eco.pl/2005/Zofia.html. A także za inne wypowiedzi drukowane w Tawacinie, lub do redakcji adresowane. Cieszy mnie też apel do polskich indianistów o głębsze poznawanie WSPÓŁCZESNYCH problemów Indian, bo - pomimo wysiłków Marka Nowocienia starającego się owe przybliżać i udostępniać aktualny serwis na ten temat - jest to sfera nagminnie pomijana na korzyść zainteresowania historią i kulturą materialną czy duchową.

 

Z rezerwą jednak przyjęłam krytykę naszych postaw wyrażoną w pierwszej części Pani listu, gdzie na podstawie reakcji Kaprysa kształtuje pani następny stereotyp - stereotyp tzw. polskiego indianisty. Czytając ów fragment odniosłam wrażenie, że takiż właśnie polski indianista wychowany na legendzie o Indianinie szlachetnym jeźdźcu prerii nie jest w stanie skonfrontować swych przestarzałych i nieprawdziwych wyobrażeń z rzeczywistością. "List Kaprysa zdaje się potwierdzać smutną prawdę, że ciągle jeszcze nie chcemy, czy też nie potrafimy, traktować Indian jak ludzi rozumnych, kierujących się własnymi racjami, i których świat niekoniecznie jest różowy. Kiedy przestają odpowiadać naszym o nich wyobrażeniom, mamy tendencję do odsądzania ich od czci i wiary". Zgoda, to przykre, jeśli nasze wyobrażenia o czymkolwiek legną w gruzach, ale trzeba nie wiem jakiej naiwności czy nieuctwa, by móc sądzić ,że w świecie Indian czas zatrzymał się gdzieś tam w połowie XIX w. Takie przekonanie jest raczej udziałem osób nie mających o Indianach wiekszego pojęcia, a o to polskich dojrzałych indianistów nie podejrzewam.

 

I jeszcze delikatna sprawa "sprzedawania" indiańskiej kultury: mimo wszelkich zastrzeżeń, krytyki (bądź krytykanctwa), zamętu jaki wokół tego zagadnienia istnieje uważam, że rozumne, inteligentne, poparte wiedzą i mające cel edukacyjny działania polskich grup folklorystycznych są jak najbardziej pożądane. A to,że Indianie Kri bądź Pueblo takich działań zabraniają, a Czarne Stopy nie, to już inna sprawa. Ja sama cieszę się, gdy w obcym kraju powstanie grupa (niekoniecznie polonijna) promująca kulturę polską lub gdy polskie dzieci tańczą tańce węgierskie i śpiewają takież piosenki.

 

Utrwalanie stereotypów, generalizacje, uproszczenia, a także nieumiejętnośc zachowania umiaru i złotego środka każdej kulturze i wymianie opinii szkodzi najbardziej. I sądzę, że uwaga ta dotyczy w naszej dyskusji  nie tylko postrzegania Indian przez Polaków, ale i jak najbardziej odwrotnie.

 

Z poważaniem

Ewa Stańska