Przywróćmy to piękno
o war
tościach tradycyjnej rodziny Assiniboinówrozmowa Jamesa Shanleya z Kennethem Ryanem
James Shanley: Jaką rolę spełniała rodzina w tradycyjnym życiu Assiniboinów?
Kenneth Ryan (Tashunga Saba): Wśród tradycyjnych Assiniboinów rola rodziny była niezwykle ważna. Najpierw od rodziny otrzymywałeś życie i bezpieczeństwo. Gdy podrosłeś, rodzina nadawała ci imię. W swej rodzinie poznawałeś język, historię, kulturę, religię i wartości społeczne. Cały system wiary otrzymywałeś w rodzinie. W miarę dorastania otaczal
i cię ciocie, wujkowie, matki, ojcowie, dziadkowie i inni krewni, którzy uczyli cię wszystkiego, co powinieneś wiedzieć i w co wierzyć. W tradycyjnym życiu Assiniboinów twoimi głównymi nauczycielami byli ciocie i wujkowie. Rodzice nie wymierzali kar. Tradycyjni rodzice Assiniboinów nie bili swych dzieci. Dyscypliną zajmowali się ciocie i wujkowie. Pełnili oni ważną rolę w życiu dziecka. Wszystko to, kim dzisiaj jestem i co wiem, zawdzięczam naukom swego dziadka (ze strony ojca), ojca i wszystkich wujków. Wujkowie byli najlepszymi nauczycielami, jakich można było w ogóle mieć. Ich wiedza, metody nauczania i zawartość lekcji były bezcenne.Jak wyglądała struktura tradycyjnej rodziny Assiniboinów?
Tradycyjna rodzina Assiniboinów wykracza znacznie ponad to, co dziś w Ameryce uznajemy za rodzinę podstawową. W skład tradycyjnej rodziny wchodziło całe rodzeństwo twego ojca i matki. Tradycyjny model rodziny Assiniboinów żyjących dziś w Fort Peck zaliczany jest dziś przez antropologię do modelu irokeskiego.
W rodzinie assiniboińskiej braci ojca nazywało się również ojcami, a siostry matki -- matkami. W takiej strukturze dana osoba zawsze ma więcej niż jednego ojca i matkę. To nic niezwykłego posiadanie wielu ojców i matek. Siostry ojca były ciotkami, a bracia matki -- wujkami. W ten sposób wszystkie dzieci twej matki i twego ojca są twoimi braćmi i siostrami. Dzieci ciotek i wujków nazywa się kuzynami.
Do czasu przybycia Europejczyków nie znaliśmy czegoś takiego, jak rodzina zastępcza, przybrani rodzice, biura pomocy dzieciom, kodeksy dla nieletnich, sądy dla nieletnich czy domy poprawcze. Maltretowanie dzieci zdarzało się niezmiernie rzadko albo w ogóle.
Rodziców twej matki czy ojca, ich rodzeństwa oraz rodziców twoich kuzynów nazywa się babciami i dziadkami. Przynależność rodową otrzymujesz od ojca (w rodzinie Assiniboinów panuje patrylinearność). Jeśli twój ojciec (jak mój właśnie) należał do rodu Wadopana (Wiosłujących w Kanoe), nie było ważne, czymś się zajmowałeś, kto ciebie adoptował, dokąd się przeprowadziłeś -- zawsze byłeś Wadopana.
Zatem twój ojciec i matka, ich rodzice, wszyscy twoi ojcowie i matki, wszystkie ciocie i wujkowie, wszyscy twoi bracia i siostry oraz wszyscy kuzynowie -- stanowili tradycyjną rodzinę assiniboińską. W naszym języku rodzina to Tadaguyebi, co znaczy "Wszyscy ci, którzy są ze sobą spokrewnieni". Lineaż, czyli grupa, do której należała twoja rodzina, określał twoje miejsce w społeczeństwie.
Moja matka pochodziła z Assiniboinów Iya tuwambi (Ci Którzy Mieszkają w Skalistej Wiosce). Przez swą matkę (moją babcię ze strony matki) była blisko spokrewniona z Assiniboinami Hudeshabi (Czerwone Korzenie lub Czerwone Spody). Zgodnie z naszymi zasadami, nieważne, jak bardzo chciałem być Iya tuwambi czy Hudeshabi. Nie mogłem być członkiem innej grupy, gdyż mój ojciec, jego ojciec, jego dziadek i jeszcze dalej w przeszłość -- wszyscy byli Wadopana, czyli Assiniboinami Wiosłującymi w Kanoe. Zdaniem plemienia to Stwórca postawił mnie w grupie Assiniboinów Wiosłujących w Kanoe, i tym jestem. Zawsze będę członkiem tego plemienia.
Struktura rodziny gwarantowała więc pewnego rodzaju ubezpieczenie społeczne na wypadek, gdyby dziecko straciło rodziców czy innego krewnego, który mógłby mu pomóc. Jakie zobowiązania spoczywały na jednostce w takiej strukturze powinowactwa?
W trakcie dorastania towarzyszyłeś swym rodzicom prowadzącym ożywione życie towarzyskie w społeczności. Gdyby twoi rodzice nie odwiedzali reszty rodziny, krewni przyszliby zobaczyć, co się stało. Siostry twej matki, bracia twego ojca, twoi kuzynowie -- wsz
yscy przyszliby do ciebie; matki i ojcowie twoich rodziców przyszliby do twojego domu.Podczas tych rodzinnych odwiedzin, szczegółowo tłumaczono ci, kto jest kim. Gdy jesteś małym dzieckiem, nie ma większego znaczenia, z kim jesteś spokrewniony. Uczono cię, kim są twoi krewni. Nie podawano ich imion. Wszyscy mieli inny tytuł: ojciec, matka, brat, siostra, ciotka, wujek, kuzyn, dziadek, babcia, krewny i przyjaciel. Twój starszy brat ma inny tytuł niż twój młodszy brat. Twoja starsza siostra ma inny tytuł niż twoja młodsza siostra.
Wiem, że antropologia opracowała klasyfikację społeczeństwa pod względem grup wiekowych. Dorastając, nigdy nie zdawałem sobie sprawy z ich istnienia. Dla mnie starsi ode mnie są po prostu inni niż ci młodsi niż ja. To, czy są starsi ode mnie, czy młodsi, określa sposób mego odnoszenia się do nich. Jednostka, której lud żyje w rodzinie typu irokeskiego, dojrzewa w atmosferze istnienia i podejmowania wielkich zobowiązań wobec swej Tadaguyebi (rodziny).
Kiedy zajmujesz się badaniem rodziny plemiennej od strony naukowej, otrzymujemy różne zestawienia i diagramy. Kiedy zapiszemy te dane w formie wykresu, jesteśmy w pełni zadowoleni. Zapomnieliśmy jednak o prawach i zależnościach występujących w strukturze rodzinny. Muszę zatem sporządzić
listę istotnych praw rządzących rodziną. Poniżej wymieniam listę zasad występujących w plemiennej lub rodzinnej strukturze Assiniboinów. Badałem nasz lud przez ostatnie 40 lat i są to najważniejsze zasady, jakie znam. One nie są moje. Nie wymyśliłem ich. Otrzymaliśmy je jako Wadopana Nakona (Assiniboinowie Wiosłujący w Kanoe).KODEKS RODZINNY ASSINIBOINÓW
1. Poznaj swoich krewnych.
2. Dziel się tym co masz.
3. Zawsze pomagaj krewnym.
4. Nie sprawiaj krewnym kłopotu.
5. Bądź uprzejmy i szanuj starszych.
6. Szanuj wszystkie kobiety. Gdyby nie kobiety, nie byłoby nas tutaj.
7. Okazuj cześć Stwórcy.
8. Nie kłam. Zawsze mów prawdę.
9. Nie kradnij.
10. Nie żyj ze zwierzętami.
11. Nie wolno poślubiać krewnych.
12. Rób to co mówisz.
13. Nie powtarzaj plotek.
14. Nie patrz ani nie rozmawiaj z teściami.
15. Dołóż wszelkich starań, by innym nieść pomoc.
16. Opiekuj się i szanuj tych, którzy nie mogą sobie sami poradzić.
17. Opiekuj się dziećmi, ochraniaj je, kochaj i szanuj.
Jakie były konsekwencje, gdy jednostka nie podejmowała swych zobowiązań wobec krewnych?
Jeśli ktoś nie podejmował zobowiązań wobec krewnych, dopuszczał się grzechu. W języku Assiniboinów nazywa się to Awainch'ixdaga, co w wolnym tłumaczeniu znaczy: "Zgrzeszyć przeciwko sobie!" Słowo "grzech" nie odnosi się do religii w cywilizacji zachodniej. Jest to coś o wiele bardziej poważnego. Żyjąc w plemieniu, nie możesz popełnić dwóch czy trzech błędów tego typu. Jeśli nie opamiętasz się, ludzie się ciebie wyrzekną. W dawnych czasach mogłeś usłyszeć, ż
e już nie jesteś częścią obozowego kręgu, i że musisz zabrać z niego swe tipi.Było to równoznaczne ze śmiercią. Nikt nie upomni się o ciebie i nigdzie nie będziesz należał. Będziesz sam jeden w wielkim, szerokim świecie. Nikt nie przyjdzie ci na pomoc, nikt nie zaopiekuje się tobą, gdy naprawdę będziesz w potrzebie.
Czy wiedzę o strukturze rodziny i towarzyszące jej funkcje oraz zobowiązania przekazywano w jakiś formalny sposób -- i jeśli tak, to kto to czynił, dziadkowie? -- czy też odbywało się to na płaszczyźnie płci: z ojca na syna, z matki na córkę?
Cała rodzina poczuwała się do obowiązku przekazania tej wiedzy dorastającym dzieciom. Pierwszym nauczycielem dziecka w tradycyjnej rodzinie assiniboińskiej była oczywiście matka. Od niej otrzymywałeś pierwszy pokarm. Gdy podrosłeś, rozmawiała z tobą i uczyła cię mówić. Od matki nabywałeś swą tożsamość. Od innych kobiet w domu i sąsiedztwie uczyłeś cię następnych rzeczy; zdobywałeś wiadomości.
Gdy zacząłeś chodzić, dowiadywałeś się, kim są twoje inne matki, kim są babcie, kim jest twoje rodzeństwo. Ciocie i wujkowie poświęcali ci dużo uwagi i stawali się ważnymi nauczycielami w twoim życiu. W pewnym momencie, kiedy mogłeś już zrozumieć, rodzice i dziadkowie sadzali cię obok siebie i szczegółowo opisywali ci całą rodzinę. Wspominano każdego -- stopień pokrewieństwa i rolę, jaką pełni. Odbywało się to wieczorami, zanim położyłeś się spać. Podczas następnych lat dorastania, nieustannie przypominano ci o twoich powinowactwach, aż nauczyłeś się, kim jesteś i kim są two
i krewni.Jaka była rola teściów w takiej rodzinie?
Teściowie, zarówno matki, jak i ojca, byli ważni. Dla dzieci twoi teściowie mogli być drugą matką i ojcem, ciocią i wujkiem, kuzynami czy dziadkami. Zasadą jednak było, że nie wolno ci bezpośrednio rozmawiać z teściami, ani też oni nie mogli rozmawiać z tobą. Teściowie nie mieli też nic do powiedzenia o tym, jak prowadzisz swój dom. Publicznie teściowie nie mogli nawet wymawiać twego imienia. Gdyby to uczynili, dopuściliby się grzechu wobec plemienia.
FILOZOFIA I RELIGIA
Pojęcie pokrewieństwa, czyli bycie spokrewnionym, to jeden z podstawowych tematów filozofii i religii Assiniboinów. Jakie odniesienia do rodziny i pokrewieństwa można znaleźć w naszej mitologii?
Pierwsza opowieść z mitologii Assiniboinów przedstawia osobę, która nazywa się Inkdomi. Powiada się, że zanim powstali ludzie, osoba ta pływała na tratwie, ponieważ cały świat zalany był wodą. Razem z czterema innymi istotami Inkdomi odkrył, że pod wodą znajduje się ziemia. Inkdomi nabrał trochę błot
a i z niego ukształtował ziemię i człowieka. Z nogi mężczyzny pochodzi pierwsza kobieta. Inkdomi poślubił ją i od ich związku pochodzą wszyscy Assiniboinowie. Od tej chwili wszyscy Assiniboinowie są ze sobą spokrewnieni. Od tego momentu zaczynają obowiązywać [?] kodeks rodzinny.Jaką rolę pełniła religia w życiu rodziny?
Religia pojawia się w tradycyjnym życiu Assiniboinów od samego początku. Kiedy przychodzi na świat dziecko, jednym z pierwszych obowiązków rodziców było nadanie mu plemiennego imienia. Obrzędowi nadawania imienia przewodził człowiek, który był strażnikiem fajki. Dziecko otrzymywało imię od krewnego, który był dzielnym wojownikiem. Każda assiniboińska rodzina posiadała kilka ważnych imion, które należały wyłącznie do niej. Wierzono, że od mom
entu nadania niemowlęciu imienia, sam Stwórca i wszystkie Duchy będą go znały. Gdy to osiągnięto, dziecko miało wtedy otrzymać ochronę na całe życie.Pierwsze imię, które otrzymało dziecko, uważane było za imię dziecięce. Gdy dziewczynka osiągała dojrzałość, odprawiano świętą ceremonię, w której spokrewniony wojownik nadawał jej imię kobiece. Był to kamień milowy w życiu młodej kobiety i odtąd ciotka ze strony matki uczyła ją wszystkich zasad plemiennych oraz tego, jak być kobietą.
Kiedy dojrzałość osiągał chłopak, musiał przejść trzy-cztery próby, zanim uznano go za mężczyznę. Kładziono wielki nacisk na to, aby każdy assiniboiński chłopak przeszedł te próby. Gdy nadchodził jej czas, dorośli wojownicy urządzali wyprawę wojenną. Zarówno przed wyprawą, jak i t
uż po niej, wszystkich dorosłych mężczyzn obowiązywał religijny post. Kiedy młodzieniec odniósł powodzenie na wojnie, pościł i dopełnił wszystkich religijnych rytuałów w Wotijaga, czyli Leczniczym Domu, rodzina, plemię lub stowarzyszenie nadawało mu męskie imię. Nie mogłeś objąć żadnego stanowiska przywódczego w plemieniu, zanim pomyślnie nie dopełniłeś wszystkich wymagań związanych z przyjęciem do grona mężczyzn.Każda rodzina brała udział w tradycyjnych obrzędach religijnych. Religia była osnową tożsamości plemiennej. Tak było kiedyś i tak jest dzisiaj. Gdy dziecko dorosło, poznawało obyczaje plemienia i praktyki religijne. Odtąd samo brało udział w kultywowaniu tradycji. Obrzędy religijne towarzyszyły wszystkim ważnym wydarzeniom życia codziennego, takim
jak urodziny, śmierć, przenoszenie wioski, cierpienie w ciężkich czasach, wielkie osobiste osiągnięcie, wojna, choroba, zawarcie małżeństwa, ustanowienie pokoju czy polowanie. Religia odgrywała wielką rolę w życiu tradycyjnej rodziny assiniboińskiej.EKONOMIA
Czy w takiej strukturze rodziny występowała ekonomiczna współzależność?
W czasach, gdy Assiniboinowie wędrowali po równinach i polowali na bizony, rodzina była ważną instytucją w plemieniu. Polowanie na bizony, przed zdobyciem koni i broni palnej, bardzo się różniło od tego, co znamy dzisiaj. Bizon był wtedy podstawową jednostką płatniczą. Na bizonie opierał się byt plemienia. Prawie wszystko -- domy, łóżka, ubrania, narzędzia, pożywienie, rzemienie i przedmioty religijne -- pochodziło z bizona. Polowanie
było więc poważnym zajęciem.Podstawowymi metodami pozyskiwania bizonów było spędzenie stada do specjalnej zagrody, czyli otoczenie go. Inny sposób polegał na zepchnięciu stada w urwisko. Budowa i zastosowanie bizoniej zagrody angażowało wszystkich dorosłych członków rodziny, a czasami kilku rodzin czy nawet całego plemienia. Zagrodę budowano z drewnianych drągów, a z kamieni specjalny korytarz, którym miało przebiegnąć stado. Gdy konstrukcja była gotowa, z obozu wychodził bizoni nawoływacz. Jego zadaniem
było naprowadzenie bizonów w stronę wyznaczonego korytarza prowadzącego do zagrody. Gdy stado znalazło się w środku, zastawiano wejście i zaczynano zabijać zwierzęta. To musiało się udawać, bo przecież my żyjemy. Od tego czasu ustanowiono kilka zasad dotyczących pożywienia. Oto niektóre z nich:1. Nigdy nie skąp jedzenia. Nie ma znaczenia, co jesz, przecież wiesz, w co się obróci. Jeśli będziesz skąpił na jedzeniu, poskąpisz i na tym.
2. Nakarm każdego, kto przyjdzie do twego domu. Podziel się swym jedzeniem. Nawet wesz można przepołowić paznokciem. Jeśli podzielisz coś tak małego, możesz dzielić jedzenie.
3. Myśliwy nigdy nie je tego, co upolował. Może wypić tylko zupę, ale nie może jeść tego, co zabił.
Czy ta ekonomiczna współzależność występuje także dzis
iaj?Jako ludzie zawsze jesteśmy ekonomicznie uzależnieni jedni od drugich. Wystarczy popatrzeć na dzisiejsze rodziny. To nic niezwykłego, że dwie, trzy, cztery i więcej rodzin zajmuje powierzchnię przeznaczoną dla jednej rodziny. To nic niezwykłego, że dziadkowie, rodzice, ciotki, wujkowie, dzieci, kuzynowie i po prostu zwykli przyjaciele jedzą przy jednym stole. Garnek zupy, herbaty czy kawy oraz chleb krążą długo, by nakarmić dziesiątki ludzi.
Wśród Assiniboinów przy każdej ważnej religijnej czy kulturalnej ceremonii urządzano ucztę. Od innych ludów tubylczych dowiadujemy się o podobnych plemiennych obrzędach, takich jak potlacz, ceremonia zielonej kukurydzy, ceremonie zbiorów kukurydzy, wypieki małż, wyrabianie syropu i cukru klonowego, polowanie z nago
nką na króliki, uczty łososiowe, zbiory dzikiego ryżu czy żołędzi. Podczas wszystkich tych spotkań ma miejsce dzielenie się, odwiedzanie, zacieśnianie więzi, wzajemna pomoc, podkreślanie tożsamości grupy, odnawianie i podtrzymywanie więzów rodzinnych i plemiennych. Są to obrzędy ważne dla nas wszystkich.Assiniboinowie, podobnie jak inne ludy, przeszły bardzo ciężkie chwile. W latach 80. XIX wieku setki ludzi umarło z głodu. Ci którzy ocaleli, polegali na swych rodzinach i krewnych. Ekonomicznie byli współzależni i tak jest do dziś.
Czy tradycyjną rodzinę assiniboińską można uznać za jednostkę polityczną?
O tak! Tradycyjna rodzina assiniboińska była silną, dobrze zbudowaną jednostką polityczną. Polityka istnieje dlatego, że z zasady nigdy nie ma tylu środków, by zaspokoić potrzeby wszystkich. Niech to będzie bizon, złoto, mięso, żywność, pieniądze, skóry, cokolwiek wartościowego -- zawsze ktoś będzie miał nadwyżkę i zawsze komuś będzie brakować. Zawsze ktoś chce mieć więcej niż ma teraz i zawsze znajdzie się w
systemie ktoś, kto ma nadwyżkę. Polityka ma na celu rozdział dóbr, surowców i usług.W czasach polowań na bizony, czynność ta wymagała wysiłku całej rodziny. Każdy członek rodziny brał udział w pozyskiwaniu bizonów. Każdy też otrzymywał swoją część. Z każdego uzyskanego dobra, na przykład jagód, ryb, warzyw i ziół, każdy członek rodziny otrzymywał swoją część. Każdy miał swe zadanie. Rodzina odgrywała istotną rolę w podtrzymywaniu i wspieraniu przywództwa, w religii, obrzędach i działalności społecznej.
Gdy powiększają się nierówności między tymi, co mają, i tymi, co nie mają, dochodzi do konfliktów. Przywództwo obejmują ci, którzy potrafią zapewnić wiele dóbr, usług i ochronę przed tzw. elementem. Tradycyjne przywództwo plemienne skupiało się na zaopatrywaniu, ochronie i zabezpieczeniu rodziny, domu, plemienia oraz jego zasobów.
ZNISZCZENIE RODZINY
Czy dzisiaj istnieje tradycyjna rodzina assiniboińska?
Nie. Większość struktury rodziny assiniboińskiej się rozpadła.
Co było przyczyną tego rozpadu?
Pod koniec lat 70. XIX wieku porucznik Richard Henry Pratt obmyślił program szkolenia młodych Indian ze wszystkich plemion. Na podstawie odnalezionej korespondencji pomiędzy Richardem Prattem a senatorem Henrym Dawesem wiemy, że opracowano i wprowadzono w życie filozofię edukacyjną, która miała na celu zniszczenie indiańskiej rodziny. "Musimy zniszczyć indiańską rodzinę -- pisał Pratt -- język, kulturę, religię i wszystko to, co czyni Indianina Indianinem... Im szybciej rozerwiemy wszystkie plemienne więzi, tym prędzej Indianin utraci cały swój tryb życia, a nawet język, z pożytkiem dla niego, jak i dla rządu". W rezultacie powiedział, że musimy zniszczyć Indianina, aby uratować człowieka*.
Proces niszczenia rezerwatu Fort Peck rozpoczął się w 1878 roku. Udało się odnaleźć zdjęcie tej pierwszej klasy dziewczynek Siuksów, odebranych ich rodzinom i wysłanych do szkoły. Od 1878 aż po lata 30. XX wieku indiańskie dzieci w wieku szkolnym były zabierane z domu w Fort Peck i wysyłane do szkół z internatem do takich miejsc, jak Carlisle w Pensylwanii, Riverside w Kalifornii, Chemawa w Oregonie, Anadarko w Oklahomie, Flandreau i Marty w Dakocie Południowej oraz Lawrence w Kansas.
Wyobraź sobie, że w wieku 6 lat zostałeś wywieziony 1500 mil od domu, bity za mówienie swym ojczystym językiem, maltretowany i wykorzystywany przez ludzi starszych od siebie. W skład kary za nieuczęszczanie na nabożeństwa kościelne wchodziło bicie, zmuszanie do klęczenia godzinami na kiju od miotły, zmuszanie do opuszczenia spodni podczas publicznej chłosty. Jeśli przyłapano cię na mówieniu ojczystym językiem, nie wolno ci było pojechać latem do domu. W jaki sposób więc twoja mama i tata mieli ci powiedzieć, że jesteś dobrą dziewczynką czy dobrym chłopcem, i że bardzo cię kochają? Mój dziadek ze strony ojca nie był w domu przez siedem lat, od 1890 do 1896. Zaś babcię wysłano do Carlisle w Pensylwanii i trzymano 10 lat, od 1890 do 1900. Mój ojciec przez 5 lat nie był w domu.
Po 52 latach [funkcjonowania tego systemu] to wręcz cud, że w ogóle zachowały się jakieś języki plemienne. Razem z językiem odeszła większość naszej tradycyjnej wiedzy. Dopiero od roku 1978 mogliśmy znowu "praktykować" swe tradycyjne indiańskie religie. W owym roku uchwalono Ustawę o wolności religijnej amerykańskich Indian.
A skutki przesiedleń i alkoholu?
Przesiedleń dokonywano w ramach Programu Służb Społecznych opracowanego przez Biuro do Spraw Indian po II wojnie światowej. Biorące udział w programie rodziny indiańskie przesiedlano do takich aglomeracji miejskich, jak Los Angeles, Chicago, Denver, Seattle, Dallas i Minneapolis. Program ten w istocie odrywał Indianina od ziemi, rodziny i plemienia. Było to dobrze obmyślane. Celem było szkolenie zawodowe i dostęp do pracy. Niektóre rodziny miały szczęście i udawały się do wielkich miast z całym plemieniem czy rezerwatem. Wiele z tych rodzin pięknie się rozwijało. Wiele rodzin powróciło do domu, a niektóre już nigdy nie ujrzały ojczystej ziemi. Jeszcze inne przejeżdżały sporadycznie.
Aby coś zyskać, rodziny, które przeprowadziły się, straciły parę bardzo ważnych rzeczy. Przede wszystkim utraciły więź z ojczystą ziemią, a co za tym idzie swe rodziny i tożsamość. Z drugiej strony żyło im się dobrze, mieli pracę i mogli liczyć na emeryturę; mieli znacznie więcej sposobności do rozwijania się niż ich krewni w rezerwacie.
Rozważając wpływ alkoholu na naszych ludzi, można powiedzieć jednym słowem: "druzgoczący". Stopień umieralności wzrósł straszliwie. W oglądanych westernach uczono nas, że alkohol to "napój prawdziwego mężczyzny" albo "jedyny napój prawdziwego mężczyzny". Ja sam skończyłem z piciem 19 lat temu. Piłem przez 18 lat. Każdy dzień, który spędzam bez kieliszka, jest błogosławieństwem dla mnie, mojej rodziny i wszystkich krewnych.
Alkohol niszczył i ciągle wyniszcza naszych ludzi. Alkohol sieje spustoszenie w naszych rodzinach. Słyszymy o marskości wątroby, o niewydolności nerek, cukrzycy, udarach, atakach serca, nadciśnieniu i wypadkach spowodowanych pod wpływem alkoholu. Tu tkwi też przyczyna porzucania dzieci, ich maltretowania, znęcania
się na współmałżonkiem, śmierci w wypadkach samochodowych. Notuje się przypadki zamarznięcia na śmierć, utonięcia i przypadkowego zabójstwa, a także okaleczania siebie i innych. Stworzyliśmy cały legion sierot i domów z jednym rodzicem tylko. Nadużycie alkoholu i alkoholizm spowodowały utratę naszych świętych języków, świętych nauk, świętych kobiet, rodzin i plemion.Teraz wisi nad nami widmo zespołu poalkoholowego uszkodzenia płodu (FAS) i efektu poalkoholowego uszkodzenia płodu (FAE) wśród dzieci. Kto się o nie zatroszczy, gdy dorosną? Jakie będą skutki genetyczne w następnych pokoleniach? Czy rdzenni, tubylczy Amerykanie będą w ogóle istnieć?
A co z opieką społeczną, z programem Pomoc Dzieciom Uzależnionym (AFDC), który wdrożono w latach 60.? Jak dzisiaj wygląda opieka społeczna?
Pojęcie opieki społecznej samo w sobie jest dobre -- uchroniła ona wiele indiańskich rodzin przed głodem i ubóstwem. Jednakże program Pomoc Dzieciom Uzależnionym przyczynił się do odłączenia mężczyzn od rodzin i powstania takich anomalii kulturowych, jak "dzień matek" -- pierwszy dzień miesiąca, kiedy wypłacano zapomogi z funduszu AFDC. Opieka społeczna nauczyła nas także, że nie musimy chodzić do szkoły ani nie musimy pracować. Nauczyliśmy się myśleć, że zawsze będzie ktoś, kto da
nam utrzymanie.Wiemy, że w ciągu następnych trzech lat opieka społeczna zostanie zreformowana. Będą do rewolucyjne zmiany dla naszych ludzi, którzy pobierają zapomogi i korzystają z innych form pomocy społecznej.
Jak rozpad struktury rodziny wpłynął na styl rządzenia plemieniem?
Rozpad struktury rodziny wywarł wielki wpływ na styl rządzenia. Wraz z rozpadem rodziny, pojawiły się liczne, niespotykane dotąd, jedyne w swoim rodzaju wyzwania[?], które przedtem nie występowały: biura pomocy dzieciom, rodzina zastępcza, adopcja, kurator dziecięcy. Rządy plemienne muszą opracować nowe kodeksy prawne oraz powołać do życia nowe agencje administracyjne i sądownicze, aby sprostać wszystkim tym wymaganiom ze strony rodzin. Są to wszystko zapotrzebowania, które m
usi zaspakajać rząd plemienny z powodu rozpadu tradycyjnej struktury rodziny. Obecnie jakbyśmy nie uważali dzieci za ludzi albo za naszych krewnych. Myślimy o "nich" w kategoriach statystycznych albo w ogóle o nich nie myślimy.Co więcej, zniknęła też funkcja rzecznika wielkiej, rozgałęzionej rodziny. Każdy wyraża jedynie swoją własną opinię, zamiast wypracować stanowisko na bazie mądrości struktury rodziny.
ODBUDOWANIE RODZINY
Czy widzisz jakiś sposób na odbudowanie tradycyjnej struktury rodziny w obecnych
czasach rodziny elementarnej?Gdy dorastałem, pod koniec lat 50., matka, jak i babcia ze strony ojca, nalegały, abym poszedł do college'u i zdobył wykształcenie. Obie były tradycyjnymi kobietami assiniboińskimi. Jak już mówiłem, babcia ze strony ojca przez 10 lat przebywała w indiańskiej szkole w Carlisle. Moja matka była mówiącą po assiniboińsku, tradycyjną kobietą, która doszła jedynie do piątej klasy. Obie te kobiety opowiadały się jednak za formalną edukacją. Od matki i babci nauczyłem się, że jeśli m
asz wykształcenie, nie ma zbyt wielu rzeczy, których nie potrafiłbyś zrobić.Jako ludzie mamy właściwie nieograniczoną zdolność uczenia się. Możemy uczyć studentów, a nasi studenci mogą uczyć się o tradycyjnej strukturze rodziny. Musimy się uczyć i poznawać historię naszego plemienia. Gdy już w pełni zrozumiemy, co nam się przydarzyło, wtedy spojrzymy na to wszystko, co mieliśmy. Musimy wyciągnąć z mroków przeszłości te wspaniałe rzeczy, które tak dobrze nam służyły i przynosiły korzyść.
Jako członek plemiennej starszyzny i mentor mawiam: "Mój siostrzeńcu, masz rozum, użyj go". Nauczyłem się także, że nie ma nic potężniejszego od modlitwy. Z dobrymi intencjami, przemyślanym planem, dobrym wykształceniem, wzajemnym szacunkiem i modlitwą, niewiele jest rzeczy, których nie moglibyśmy razem osiągnąć. Odbudujmy nasze tradycyjne rodziny. Przywróćmy to co jest piękne, trwałe i bardzo ważne dla nas. Głęboko wierzę, że rodzina może i musi być przetrwać i rozwijać się.
tłumaczenie Marek Maciołek
Kenneth Ryan (Tashunga Saba) -- były przewodniczący rady plemiennej Assiniboinów i Siuksów z rezerwatu Fort Peck w Montanie. Obecnie zajmuje się opracowywaniem programów nauczania dla studiów tubylczoamerykańskich w Fort Peck Community College. W 1998 roku otrzymał tytuł magistra nauk społecznych, a także honorowy doktorat na Uniwersytecie Montany.
James Shanley -- od 27 lat zaangażowany jest rozwój plemiennego szkolnictwa, w tym 17 lat jako przewodniczący Fort Peck Community College. Na Uniwersytecie Dakoty Północnej uzyskał doktorat w zakresie zarządzania w szkolnictwie.
Powyższy wywiad ukazał się w kwartalniku poświęconym indiańskiemu szkolnictwu wyższemu "Tribal College Journal", rok XI, nr 1, jesień 1999. Przekład i publikacja w "Tawacinie" za uprzejmą zgodą Wydawcy: "Tribal College Journal of American Indian Higher Education", P.O. Box 720, Mancos CO 81328, tel. (888) 899-6693, e-mail info@tribalcollegejournal.org, www.tribalcollegejournal.org.
Zob. Richard Pratt, Battlefield and classroom: Four decades with American Indians, 1867-1904. Yale University Press, New Haven 1964 (reprint).