INDIAŃSKA BABCIA

STEFANIA ANTONIEWICZ



1895 - 1982


[...] Numer, który otrzymaliście, poświęcamy w części pamięci naszej Indiańskiej Babci Stefanii Antoniewicz. W "Biuletynie PRPI dla Zagranicy" napisaliśmy, że "była duchowym prekursorem Ruchu, wokół jej niezwykłej postaci gromadzili się jego pierwsi uczestnicy, swoją pasją i bezinteresowną działalnością zyskała sobie sympatię i szacunek wielu Indian i ich przyjaciół z różnych krajów". Odchodząc w Inną Rzeczywistość, Babcia nie życzyła sobie jakiegokolwiek kultu swojej osoby, ale wytyczyła ścieżkę, którą chcielibyśmy podążać. Dlatego zdecydowaliśmy się na opublikowanie "Bajki", stanowiącej jakby podsumowanie uniwersalnej, humanistycznej filozofii życiowej Babci oraz poprosiliśmy Romka o podzielenie się z nami swoimi wspomnieniami. [...] Przedstawiamy również wybór korespondencji, którą Babcia Antoniewicz otrzymała od Darylla Wilsona, pisarza, poety i działacza z kalifornijskiego narodu Pit River, Lance'a Yellow Hand, uwięzionego członka AIM z narodu Krików, oraz Michaela Lee Big Water, aktywisty narodu Pottawatomi, uczestnika okupacji Wounded Knee. [...]

(źródło: Tawacin - Przegląd Polskiego Ruchu Przyjaciół Indian nr 7; Zima 1988)




Listy do Indiańskiej Babci


Stefania Antoniewicz: "Do Nieznanych nam Ludzi, którzy będą czytali te listy..."

Darryl Wilson - list 1Lance Yallow Hand - list 1Michael Lee Big Water - list 1
Darryl Wilson - list 2Lance Yallow Hand - list 2Michael Lee Big Water - list 2
Darryl Wilson - list 3Lance Yallow Hand - list 3Michael Lee Big Water - list 3
Darryl Wilson - list 4Lance Yallow Hand - list 4Michael Lee Big Water - list 4
Darryl Wilson - list 5Lance Yallow Hand - list 5Michael Lee Big Water - list 5
Darryl Wilson - list 6Lance Yallow Hand - list 6Michael Lee Big Water - list 6
Darryl Wilson - list 7Lance Yallow Hand - list 7Michael Lee Big Water - list 7
Darryl Wilson - list 8Lance Yallow Hand - list 8Michael Lee Big Water - list 8
Darryl Wilson - list 9Lance Yallow Hand - list 9Michael Lee Big Water - list 9
Darryl Wilson - list 10Lance Yallow Hand - list 10-
Darryl Wilson - list 11--

Pismo ze Stanowego Więzienia w Ohlahomie

Publikacja internetowa na podstawie maszynopisu "Listy do Indiańskiej Babci"
przygotowanego przez Marka Maciołka i Piotra Cebulę z PRPI w 1984 roku
(20 lat później przepisał Rafał "Wabeno" Kisielewski)



"Pamięć żyje wciąż w sercu..."

"[...] Zainteresowanie Indianami inspirowane bywało nie tylko popularnymi książkami czy filmami. Zwykle rodziło się ono z młodzieńczych zabaw i fascynacji, z okazjonalnych spotkań z indiańską historią i kulturą w bibliotece, kinie, telewizji czy na jakiejś wystawie, rzadziej - choć czasem pewnie też - z kontaktów z żywymi Indianami, napotkanymi po tej lub tamtej stronie Oceanu. Ale niejednokrotnie zainteresowanie to brać się mogło ze specyficznego indywidualnego poczucia duchowej więzi z mniej lub bardziej stereotypowo pojmowanymi "Indianami", z odczuwania bliskości z nimi, podzielania ich wizji rzeczywistości i dostrzegania atrakcyjności tzw. "indiańskiego" stosunku do świata rozumianego jako swoiste poczucie honoru, uznanie wartości tradycji i historii, poszanowanie przyrody i otwartość na potrzeby innych ludzi.

Z pobudek bliskich wyżej wymienionym wzięło się też zapewne zainteresowanie Indianami Stefanii Antoniewicz (1895-1982), pochodzącej ze szlacheckiej rodziny cichej i skromnej Warszawianki. Z początkiem lat 60. zaczęli się wokół niej gromadzić najpierw najmłodsi członkowie rodziny i ich przyjaciele z sąsiedztwa, przyciągani jej indiańskimi opowieściami, a później także nieco starsi goście z bliższych i dalszych okolic. Za jej wzorem i namową starali się poszerzać swoją wiedzę o Indianach, uczyli się angielskiego i nawiązywali pierwsze kontakty korespondencyjne ze współczesnymi Indianami z Kanady i USA. Pisywali listy za Ocean - do mieszkańców rezerwatów (w tym do mieszkających tam osób pochodzących z Polski) i do redakcji indiańskich czasopism ("Tawow", "Akwesasne Notes"). "Pierwszy przysłany mi numer 'Akwesasne Notes' był z poźnej wiosny 1971 roku. Pamięć tego szczęśliwego dnia żyje wciąż w moim sercu."- czytamy w liście do redakcji czasopisma Mohawków, opublikowanym późną jesienią 1976 roku. "Razem z NOTES odbywam długą podróż przez Amerykę, od Alcatraz po Wounded Knee. To podróż nad tak wieloma grobami, tak wieloma dniami żałoby i więzieniami - podróż łez. Dziekuję z całego serca, ze wszystkich sił duchowych za zaangażowanie w życie i walkę Indian. Oby Wielki Duch Stwórca dał Wam siłę do dalszej nadludzkiej pracy. Zwyciężymy!"

Stefania Antoniewicz i jej młodzi przyjaciele byli też bodaj pierwszymi osobami w Polsce, które po narodzinach Ruchu Indian Amerykańskich (AIM) korespondowały z liderami współczesnych ruchów i organizacji indiańskich (w tym z przywódcami głośnej okupacji Wounded Knee z 1973 roku) i - przede wszystkim - z indiańskimi więźniami (m.in. Darryl Wilson, Michael Lee Big Water i Lance Yellow Hand) - cierpiącymi za kratami, ale i odkrywającymi tam dumę ze swoich tubylczych korzeni, zaskoczonymi zwykle, ale też cieszącymi się i wzruszonymi ciepłymi, osobistymi listami i drobnymi prezentami od starszej pani i jej wnuków z odległej Polski. We wstępie do jednego z kilku, powstałych później w maszynopisie, zbiorów listów do Stefanii Antoniewicz odnaleźć można następującą jej odpowiedź na pytanie, jak poznać Indian: "Odpowiedź jest prosta. Trzeba przestać myśleć kategoriami białego człowieka i przejść na drogę Odrębnej Rzeczywistości. Nie byłam nigdy w Ameryce, ale mam to wielkie szczęście poznania Indian dzięki ich własnej prasie i cudownym listom. Dzięki Indianom poznałam prawdziwe, głębokie i rzeczywiste znaczenie słów takich jak Wiara, Przyjaźń i Miłość."

Wśród rozproszonych po śmierci Stefanii Antoniewicz dokumentów i pamiątek zachowały się m.in. kopie listów z lat 1963-64 (czyli sprzed lat 40!), w których indiańskie (i polskie) dzieci z Ontario w Kanadzie - za pośrednictwem polskiego nauczyciela Ignacego Mażewskiego - dziękują Pani Stefanii i jej wnuczkowi Jankowi za miłe listy, "atrakcyjne słodycze polskie", rysunki i fotografie. "Mieszkamy w lasach północnego Ontario, chodzimy codziennie do szkoły i uczymy się arytmetyki, angielskiego, historii, geografii, przyrody, rysunków, kaligrafii oraz religii rzymsko-katolickiej. Nasi ojcowie to traperzy, którzy w lecie pracują w lasach. Niczego nam tu nie brakuje i jesteśmy szczęśliwi" - czytamy m.in. w jednym z takich listów, podpisanych "w imieniu wszystkich uczniów - Robert Ostrawa".

Już około roku 1969 grupa związanych z Babcią studentów, naukowców, literatów, dziennikarzy i nauczycieli (w tym kierujący grupą Włodzimierz Liksza, Teresa Marciniszyn, Nora Szczepańska i Wojciech Lipoński [ten ostatni w 2004 roku powiedział Ewie Stańskiej, iż nie pamięta Indiańskiej Babci i od dawna nie zajmuje się Indianami, ale w latch 70. napisał m.in. wstęp do sztuki "Trzy białe strzały" granej przez teatr w Kaliszu. Nie wiem niestety, jakie są "indiańskie" wspomnienia pozostałych wymienionych tu osób - MN]) próbowała - nieskutecznie - nadać swojej działalności formę legalnego Klubu Przyjaciół Indian Północnoamerykańskich. W planach inicjatorów KPIPA znalazła się nie tylko wymiana wiedzy i literatury, ale także - jak czytamy we wzorze listu do nowych członków Klubu -"odczyty, prelekcje, pokazy filmowe, imprezy młodzieżowe oraz urządzenie stałej wystawy-muzeum, w której znalazłyby się książki w kilku językach, fotosy, ubiory oryginalne i wykonane przez naszych członków". Klub ten - prawdopodobnie głownie na skutek przeszkód formalnych i skromnych wówczas możliwości rozwoju - nie podjął jednak szerszych działań i dopiero w drugiej połowie lat 70. krajowe i zagraniczne kontakty młodszej części "grupy warszawskiej" stały się stopniowo coraz szersze i trwalsze, przyczyniając się do zawiązania PRPI. Co charakterystyczne, zbliżone cele wiele lat później stawiali sobie zarówno twórcy zarejestrowanego w 1990 r. Polskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Indian, jak i propagatorzy kolejnych niezrealizowanych póki co "centrów indiańskich" - włącznie z ostatnim, planowanym we współpracy z Książnicą Szczecińską i odwiedzającym nasz kraj kilkakrotnie po 2001 r. Siuksem, Jamesem Robideau.

W mieszkaniu Stefanii Antoniewicz systematycznie spotykało się wiele osób, które nie tylko "interesowały się" Indianami, ale także nawiązywały z nimi kontakty, a fragmenty przychodzących od Indian listów, książek i czasopism tłumaczyły, przepisywały i rozsyłały coraz szerzej po kraju. Ambicją Babci, a także rosnącego grona jej prawdziwych i "przyszywanych" wnuczków było nie tylko czerpać od Indian wiedzę, wzorce i ideały, ale także rewanżować się im, wspierać i - na miarę ówczesnych skromnych możliwości - pomagać. Nic dziwnego, że z czasem korespondująca z indiańskimi więźniami, wysyłająca im domowe ciasteczka, polskie znaczki pocztowe i kolorowe pocztówki, zachęcająca do pisania petycji w obronie tubylczych praw, publikująca biografie wielkich wodzów Indian ("Świat Młodych" z 1979 r.), współpracująca z Rozgłośnią Harcerską i opowiadająca o współczesnych tubylczych protestach Stefania Antoniewicz zyskała u swoich indiańskich korespondentów - a także we własnym otoczeniu - zaszczytne miano "Indiańskiej Babci".

To u Babci spotkali się: James Brenner - jeden z pierwszych studiujących w Polsce i znanych wśród uczestników Ruchu północnoamerykańskich Indian oraz jego przyszła żona Małgorzata, a efektem ich znajomości stała się w 1981 r. (tuż przed stanem wojennym) pierwsza bodaj książka wydana przy współpracy i niejako "na zamówienie" ludzi z PRPI, bestseller zmarłego niedawno amerykańskiego historyka Dee Browna pt. "Pochowaj me serce w Wounded Knee". Dekadę wcześniej o tej właśnie książce Indiańska Babcia następująco pisała w liście opublikowanym późną wiosną 1972 roku w "Akwesasne Notes": "Jestem bardzo wdzięczna za Waszą dobroć i przesłanie mi książki 'Pochowaj me serce w Wounded Knee'. To porażająca książka. Czytając ją, przeżywałam wszystkie te tragiczne wydarzenia: byłam głodna, ranna, zmarznięta, bita, więziona. Brałam udział w rozpaczliwie heroicznych bitwach. Odczuwam głęboki smutek, ale nie beznadzieję. To ogromna zasługa książki Dee Browna. Wszyscy biali ludzie powinni ją przeczytać. Powinni uznać swe zbrodnie, poczuć brzemię odpowiedzialności i wstyd, głęboki wstyd."

To u Babci bywali: białostocki etnograf Jerzy Tołłoczko (jeden z pierwszych tłumaczy w Ruchu, członek Survival International, popularyzator sprawy Leonarda Peltiera i późniejszy współzałożyciel PSPI), olsztyński grafik i artysta-malarz Tadeusz Piotrowski, bieszczadzki samotnik Piotr Spólny oraz znani filmowcy Wojciech Sawa i Marek Gracz (autorzy cyklu dokumentalnego "Rezerwaty bez granic" - przeboju lata 1981 roku). To do Babci zwracali się z prośbami o informacje i kontakty polscy naukowcy (z autorką pierwszej socjologicznej analizy fenomenu PRPI z 1984 roku, prof. Ewą Nowicką) i działacze organizacji humanitarnych (np. Ines Andersen z duńskiego oddziału "Amnesty International"). Lista nazwisk ludzi związanych z Indiańską Babcią, którzy pozostają aktywni w PRPI, jak i tych, którzy prędzej czy później wybrali bardziej samodzielną drogę rozwoju własnych zainteresowań jest zresztą zbyt długa, by ją tu dalej rozwijać.

W tym samym mniej więcej czasie powstało w Polsce niezależnie od siebie kilka ośrodków skupiających osoby interesujące się dawnymi i współczesnymi Indianami Ameryki Północnej, a także - choć w mniejszym stopniu - Indianami Ameryki Środkowej i Południowej. [...]"

(źródło: Marek Nowocień: "Polski Ruch Przyjaciół Indian wczoraj, dziś i jutro" - referat na sesję popularnonaukową "Indianie i Indianiści", wygłoszony 19.01.2003 w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie)
Opracowanie Co. Cień (PRPI), 2005